Głęboki, zimowy sen. Znowu bez bramek i punktów

Niestety z Kalisza wracamy na tarczy. Mecz ustawiły dwie identyczne i szybko strzelone bramki przez Michała Boreckiego. Na razie na wiosnę zostaliśmy głęboko w blokach startowych. Kolejna szansa na rehabilitacje i zdobycz punktową, za tydzień w Stężycy przeciwko Wigrom.

Po wysoko przegranych derbach z Chojniczanką na Arenie Radunia na inaugurację wiosny, w Kaliszu liczyliśmy na przebudzenie i punkty. Niestety już przed meczem w  Wielkopolsce okazał się że zostaliśmy zdziesiątkowani przez kartki, kontuzje i choroby. Z tego powodu przeciwko KKS 1925 nie mogli wystąpić: R. Kosznik, J. Witek, K. Lizakowski, B. Kuźniarski,  J. Letniowski, P. Wojowski czy  J. Surdykowski. Na dodatek mecz w Kaliszu na ławce rozpoczął także S. Deja.

Trener Sebastian Letniowski miał więc duży ból głowy i musiał  „sztukować” skład. To wszystko nie tłumaczy jednak fatalnego początku spotkania przeciwko gospodarzom. Wynik został ustalony już po 17. minutach, kiedy to dwukrotnie skarał nas w identyczny sposób Michał Borecki. Boleć musi zwłaszcza zaspanie przy rzucie rożnym na 1:0 dla gospodarzy. Druga bramka to także płaski strzał Boreckiego przy słupku bramki Kacpra Czajkowskiego. Tyle. że wcześniej zgubiliśmy piłkę przy wyprowadzeniu z własnej połowy.

Dopiero te dwa, potężne „gongi” obudziły nieco steżyckie „Kanarki”. W I części meczu oddaliśmy tylko jeden celny strzał w środek bramki bronionej przez Mateusza Górskiego. Jego autorem był Wojciech Łuczak. Na uwagę zasługuje jednak koronkowa akcja, ze zmianą strony, dośrodkowaniem i piękną przewrotką w wykonaniu Dmytro Bashlaia. Niestety jego próba zakończyła się na słupku kaliskiej bramki.

Druga część gry była już bardziej wyrównana. Od samego początku próbowaliśmy strzelić bramkę kontaktową, ale wszystkie próby były nieudane, bądź dobrze bronił golkiper KKS-u. Emocje skończyły się w 65. minucie, kiedy to bezsensowny faul w ataku popełnił Jan Kopania, w konsekwencji czego otrzymał drugi, żółty kartonik i musiał przedwcześnie opuścić boisko.

Od tego momentu kaliszanie kontrolowali przebieg spotkania i nie forsowali juz zbytnio tempa. Pomimo osłabienia udało nam się w 84. minucie strzelić nawet bramkę, ale arbiter nie uznał główki Dawida Retlewskiego, gdyż odgwizdał spalonego. Z pozytywów warto zaznaczyć udany debiut w naszych szeregach wychowanka naszej Akademii i SMS – 17-letniego Adriana Rajskiego, który w 79. minucie zastąpił Łuczaka.

Niestety drugie wiosenne spotkanie kończymy nie tylko bez punktów, ale w dalszym ciągu pozostajemy nawet bez strzelonej bramki. W dodatku znowu dostaliśmy sporo żółtych kartoników. Miejmy nadzieję, że wiosenne słońce „zaświeci” nam radośnie za tydzień, kiedy to w niedzielę (13.03) o godz. 14:00 podejmiemy na Arenie Radunia – Wigry Suwałki.

6 marca 2022, godz. 12:00 – Stadion Miejski w Kaliszu

KKS 1925 Kalisz – Radunia Stężyca 2:0 (2:0)
1:0 – Michał Borecki 11 min.
1:0 – Michał Borecki 17 min.

KKS 1925: 12. Mateusz Górski – 17. Jakub Głaz (78′ 37. Nikodem Zawistowski), 32. Przemysław Stolc, 3. Mateusz Gawlik, 15. Jakub Staszak – 16. Bartłomiej Putno (83′ 24. Mateusz Wysokiński), 11. Michał Borecki, 23. Adrian Łuszkiewicz, 10. Nestor Gordillo (78′ 6. Andrzej Kaszuba), 77. Daniel Kamiński (60′ 71. Kamil Koczy) – 99. Piotr Giel (78′ 9. Mateusz Majewski).
Radunia: 12. Kacper Czajkowski – 17. Jan Kopania, 21. Maciej Orłowski, 4. Przemysław Szur, 19. Sebastian Murawski, 20. Michał Miller (46′ 25. Szymon Nowicki) – 10. Radosław Stępień (46′ 8. Sebastian Deja), 77. Wojciech Łuczak (79′ 24. Adrian Rajski), 2. Dmytro Bashlai (90′ 5. Nikodem Potrac), 7. Damian Szuprytowski – 11. Dawid Retlewski.

Żółte kartki: Putno, Gordillo – Szur, Kopania, Szuprytowski. Czerwona kartka: Jan Kopania (65′ za drugą żółtą). Sędziował: Robert Marciniak (Kraków).